światłem: warszawska jesień fotograficzna. i Cartier-Bresson, tak z bliska.
spojrzeniem: 'big lebowski', czyli 'fuck it, dude! let's go bowling!'
dźwiękiem: tulenie się do Jasona Mraza, mhmmm.
słowem: 'więc kocha się pociągi, bo można nimi dotrzeć do Anny Marii.' i jak tu pana nie lubić, panie podsiadło? no jak?
sobą: inspired.





[i jeszcze raz]
24.11.2008 | 13:55


'Istnieje sto różnych rzeczy, które próbowała przegnać, rzeczy, których nie chce pamiętać i o których nie może nawet myśleć, bo wtedy gdzieś w jej umyśle stale pada powolna niekończąca się mżawka. Usłyszysz, że wyjechała z kraju, że chciała ci coś podarować, ale ów prezent zaginął, nim do ciebie dotarł. Któregoś dnia późnym wieczorem rozśpiewa się telefon i głos, być może należący do niej, powie coś, czego nie zrozumiesz, a potem usłyszysz trzask i połączenie zostanie przerwane.

Za każdym razem gdy spadnie deszcz, będziesz o niej myśleć.'

[n.g., 'rzeczy ulotne']



[3]